Festung Breslau
Nowości 
Dywan
reedycja

wydawnictwo: REBIS
cena: 25.90 zł
przekład:
Jarosław Kotarski
Ciemna strona Słońca
reedycja

wydawnictwo: REBIS
cena: 25.90 zł
przekład:
Jarosław Kotarski
Zemsta Bogów
Nad doliną Lipolite wschodziło upragnione słońce, ocieplając serca mieszkańców wsi leżącej na ważnym szlaku handlowym tuż przy granicy Imperium Słońca i reszty terenów, w których plemiona walczą o zdobycie w nich władzy. Noc dla mieszkańców wsi nie była łatwa, a wręcz można powiedzieć, że koszmarna. Powodem tego był najazd barbarzyńców, których prostym ludziom uzbrojonym w widły bardzo ciężko było pokonać. Przybyli oni do Lipolite właśnie przekraczając granicę. Ci, którzy mieli odwagę, aby się sprzeciwić najeźdźcom, ponieśli szybką i bezbolesną śmierć z ich rąk. Niestety historia świata taka już bywa, że rasa ludzka z natury jest jednym z najbardziej brutalnych gatunków na świecie. Większość elfów z Tri Blathar, pięknej krainy leżącej na krańcu świata, jest wielkimi przeciwnikami ludzi - brzydzą się ich zachowania, tradycji i kultury. Uważają ich za istoty stworzone przez Aduina, czyli najsilniejszego upadłego anioła z zaświatów, który został potępiony za to, że z pychy zabił syna Vadosa, władcy wszystkich bogów oraz wszystkiego co istnieje i jednocześnie jest stworzone z jego ręki.

Zwiadowcy Imperium Słońca znajdujący się w dolinie Lipolite po tym ataku natychmiast przenieśli się konno do stolicy Aranei, gdzie zameldowali o tym swojemu władcy. Monarcha, będący obiektem potajemnych drwin z powodu bardzo niskiego wzrostu, przyjął tę wiadomość ze stoickim spokojem. Nie wiedział jednak co z tego powodu zrobić. Barbarzyńcy zamieszkujący tereny poza granicą Imperium mają niesamowite umiejętności waleczne i wygrywają wiele bitew, mimo tego, że nie przechodzą prawie żadnego szkolenia i są słabo wyposażeni. Na dodatek jego żołnierze, wychowani w bardzo dobrych warunkach, w których im niczego nie brakowało są uważani powszechnie za mało odważnych nieudaczników, uzbrojonych w ładnie ozdobione żelastwo, więc ciężko będzie mu wygrać tę wojnę, mimo dużych możliwości finansowych i dobrych dowodzących.

W królewskiej jadalni król Imperium późnym wieczorem przebywał ze swoją małżonką, królową Vanessą. Robili to, co zwykle robią o tej porze, czyli jedli kolację przygotowaną specjalnie przez kucharzy. Najczęściej robią to w ciszy, ale nie tym razem.
- Jak myślisz, co mam z tym zrobić? - spytał nagle monarcha przerywając magiczną atmosferę ciszy, którą zakłócała od czasu do czasu jego niezgrabność, powodująca upadek sztućców na podłogę lub czasami nawet za okno zamku. Władcą był wspaniałym, choć popełniał błędy, tak jak każdy człowiek. Wiedział, o co dokładnie chodzi w małżeństwie i starał się szanować swoją małżonkę, tak aby całe Imperium mówiło o nich jak o wspaniale dogadującej się parze, będącej wzorem dla innych. Często też opowiadał jej o swoich problemach, z którymi nie mógł sobie poradzić. Zgodnie z oczekiwaniami, królowa pomagała swojemu mężowi nie okazując przy tym żadnych oznak niezadowolenia. Królewska para była młoda - jeszcze bez potomstwa.
- Ja bym Ci radziła, żebyś spróbował niecodziennych środków na barbarzyńców. Z dnia na dzień ci zawszeni i obślinieni troglodyci rosną w siłę, co nie jest dla nas dobrą wiadomością. Wezwanie na pomoc sojuszników byłoby jeszcze większym głupstwem, z powodu wielkich wojen między nimi na zachodzie. - odpowiedziała Vanessa, co chwilę delikatnie się uśmiechając. Z natury, była ona chłodna jak lód, ale w razie potrzeby mogła się zmienić w bardzo ciepłą kobietę.
- Niecodzienne środki? - może to było dziwne, ale czasami jego żona potrafiła go przerażać. Miał wrażenie, że kiedy była mała, wstąpił na nią jakiś nie wykryty jeszcze przez magów demon lodu i opanował jej ciało. Posiadała w sobie tak niesamowitą grację wymawiania słów, że każdego przechodziły ciarki.

- Tak. Konkretniej boskie. Masz u bogów dobrą opinię, prawda?
- Zgadza się. Nawet Vados zna mnie dobrze. - królowi pojawił się błysk w oku, świadczący o tym, że ten pomysł mu się podoba. W historii często bywało tak, że barbarzyńcy potrafili bardzo osłabić lub nawet wyniszczyć wielkie imperia władające terenami od morza do morza, a królowa właśnie udzieliła mu tak niesamowitej propozycji, że będzie to potępione przez bogów, jeżeli się nie sprawdzi. Problem w tym, że tak monarcha jak i Arcykapłan Wielkiego Sanktuarium Vadosa nie dogadują się najlepiej w większości spraw politycznych i etycznych. Król stawia głównie na nowoczesność i rozwój królestwa, a arcykapłan będący konserwatystą skarży się, że ludność jest coraz mniej pobożna, więc bogowie mogą wkrótce zesłać na nich karę. Królowi teraz wpadła myśl, że tą karą są właśnie barbarzyńcy. Był wierzący, ale nie silnie religijny. Nie przestraszyła go ta myśl. Bardziej przerażał go fakt, że dla dobra Imperium i jego mieszkańców, będzie musiał dogadać się z arcykapłanem. Od tego zależało życie wielu ludzi.

***


Nad stolicą Imperium wzeszło słońce budząc do życia całą metropolię. Areneia miała to do siebie, że była jednym z największych miast na całym świecie. Większość ulic była równo wybrukowana, domy mieszkańców oraz budynki użytku publicznego miały piękne zdobienia oraz były trwałe w wykonaniu. Widać to było szczególnie po tym miejscu, że Imperium przechodzi właśnie swój Złoty Wiek, ale jednak barbarzyńcy chcą temu przeszkodzić. Nawet pewien filozof powiedział żartobliwie: "Wszystkie drogi prowadzą do Aranei". Słowa te wynikają z tego, że to miasto leży tuż nad morzem, które jest prawie w całości opanowane jest przez Imperium. Przy jednej z głównych ulic miasta rozległo się małe zamieszanie z powodu wyjścia króla z pałacu. Wokół niego szarżowali uzbrojeni przedstawiciele piechoty chroniąc ich władcę. Później okazało się, że król zmierza do Sanktuarium Vadosa, ale nikt nie wiedział w jakim celu. Ba, nawet nikt nie śmiał się spytać jednego z jego ochroniarzy z obawy o własne życie. Monarcha w końcu wszedł do wielkiej świątyni razem ze swoją świtą. Zmierzając po długich korytarzach nie obejrzał się ani razu za siebie, tylko kroczył dumnie, zupełnie jakby wygrał wielką wojnę, która przejdzie do historii. Byli już przed sanktuarium. Gdy wreszcie dotarli do głównej sali świątyni, żołnierze opuścili króla z rozkazu. Było to jasne, że w ich nieobecności nie może rozmawiać o sprawach państwowych z arcykapłanem. Sala była wielka, a za dach służyła mu szyba, dzięki której w nocy można było obserwować gwiazdy i księżyc. Podłoga była marmurowa, a na całe wielkie ściany były zapełnione szczegółowymi freskami przedstawiającymi stworzenie świata, różne sceny z życia bogów i wiele, wiele więcej. W powietrzu unosił się zmieszany zapach wielu rodzajów kadzideł i pachnideł. To miejsce największe wrażenie robiło w nocy, gdy grupa kapłanów Vadosa leżała na wypolerowanej podłodze odprawiając swoje nocne modły. Arcykapłan aktualnie zajmował się poranną modlitwą klęcząc przy ołtarzu, gdy wszedł król z jego orszakiem. Nawet nie musiał się oglądać, żeby spostrzec kto wszedł. Doskonale znał już swojego władcę, za którym nie przepadał. Nie odwracając się w jego stronę powiedział:
- Po co do mnie przyszedłeś?
- Bogowie pragną mnie ukarać, ale zanim to zrobią chcę, żeby wybaczyli mi moje czyny. - odpowiedział król ceremonialnym tonem.
- W twoich oczach widzę, że nie przejmujesz się tym za bardzo. Od zawsze wiedziałem, że jesteś chciwy, żądny władzy i pieniędzy. - Stwierdził ochryple kapłan wstając leniwie z powodu jego podeszłego wieku. Podszedł wolnym krokiem do króla mierząc go przeszywającym wzrokiem.
`Król wyglądał na wściekłego po słowach arcykapłana. Cieszył się w duchu, że są sami w tej wielkiej sali, w której zazwyczaj przebywa co najmniej `dziesięć osób.
- Czy ty sobie zdajesz sprawę, że mogę cię z łatwością skrócić o głowę? - Syknął monarcha.
- Tak. Prędzej czy później wkrótce i tak umrę ze starości, a po mojej śmierci Vados przyjmie mnie do siebie z otwartymi rękoma. Zapamiętaj chłopcze, że najważniejsze jest życie po śmierci. Nasze tutejsze życie służy nam jedynie jako wybór kierunku, w którym chcemy zmierzyć. Stwórca dał nam wolną wolę, dzięki której możemy wybrać dobro jak i zło. Gdy już dokonamy wyboru, możemy podążać tą ścieżką. Nie boję się śmierci. Masz jeszcze czas, aby oczyścić swoją duszę. Vados przyjmie każdego z otwartymi rękoma - on chce jedynie naszego szczęścia i stara się o nawrócenie każdej osoby nie niszcząc przy okazji jego wolności!
Arcykapłan uniósł ręce w górę mrucząc coś pod nosem. Słońce ledwo co wstało, kiedy król rozpoczął odwiedziny w Sanktuarium, a wydawało się, że nad światem nagle zapanował chaos i siła mroku. Zagrzmiało. Przerażony król wyciągnął miecz z pochwy, który był zdobiony najdroższymi klejnotami. Arcykapłan widząc jego poczynania zaczął wymawiać jakieś nieznane królowi formuły z pradawnego języka i zagrzmiało drugi raz, ale tym razem dużo mocniej. Władca Imperium nie wiedząc jak zareagować trafił mieczem arcykapłana w brzuch. Najdziwniejsze było w tym to, że on wcale się nie sprzeciwiał swojej śmierci i wyglądał jakby czekał na nią z otwartymi rękoma. Zakrwawiony kapłan padł na ziemię i w tym samym czasie potężny piorun spowodował zniszczenie dachu Sanktuarium. Resztki mocy ów pioruna były wystarczające, żeby spowodować również wiele zniszczeń wewnątrz. Ofiarą dzisiejszej ludzkiej chciwości nie został jedynie arcykapłan, ale również król, który nie zginął przez uderzenia pioruna, przez którego miał jedynie małe obrażenia. Władca Imperium Słońca popełnił samobójstwo, lecz nie z własnej woli. W przyszłości nikt nigdy się nie dowiedział jaka naprawdę była śmierć króla, ale oczywistym i nieodkrytym faktem było to, że Upadły Anioł zwany inaczej Aduinem zawładnął jego ciałem i użył miecza, a po śmierci spowodował zniknięcie przelanej krwi, broni jak i ciał.
Dodane przez Herbatka dnia 29/06/2010 10:54 · 12 Komentarzy · 379 Czytań · Drukuj
Komentarze
ginny358 dnia 07/08/2010 15:14

Pisząc je na komputerze przy okazji robiłem kilka innych rzeczy i dopiero późnym wieczorem zorientowałem się, że trzeba je na następny dzień skończyć smiley I skończyłem, wymyślając taki dziwny koniec smiley

Drobna rada. Następnym razem przed pisaniem opowiadania, wymyśl sobie jego ogólny szkielet. Tak żebyś od początku wiedział jak się ma to zakończyć. Wtedy nawet jeśli akcja potoczy się trochę za szybko, będzie miała sens od początku do końca smiley Daję Bardzo Dobre
Havelock dnia 05/08/2010 20:34

Bardo mi się podoba, ale nie rozumiem jednej rzeczy, jeżeli strażnicy pouścili władcę, to jakim cudem potem wszedł z orszakiem? I dlaczego potem rozmawiali sam na sam? Daję Bardzo dobre
zosia11 dnia 25/07/2010 09:42

Należy zajść ją od tyłu w rękawiczkach, złapać za szyję i mocno ścisnąć. W razie, jakby to nie wystarczyło, dobrze jest uderzyć kilka razy głową (jej) o blat biurka, w przypadkach ekstremalnie twardogłowych o ścianę, tak, by rozległ się charakterystyczny trzask (jak w pękającym ołówku). Dokładnie umyć ręce, rękawiczki wyrzucić, ubranie, które wtedy miało się na sobie spalić. UWAGA! Jeśli w klasie jest monitoring, wcześniej należy w kominiarce rozbroić kamerę!!!

Proszę, nie bierz tego na poważnie smiley
Herbatka dnia 19/07/2010 16:52

Nie smiley
zosia11 dnia 18/07/2010 08:32

Ojej... w takim razie musisz chyba zastosować metodę pondera... Pamiętasz, co polecał zrobić z polonistką, która nie lubi fantastyki?
Herbatka dnia 16/07/2010 15:39

Nie za bardzo xD
zosia11 dnia 09/07/2010 19:30

Ha! Miałam rację! To było dość widoczne... Ale pewnie udało ci się poprawić, co?
Herbatka dnia 07/07/2010 10:13

No to może wyjaśnie parę rzeczy. To opowiadanie poleciało na moją poprawę oceny z j. polskiego. Pisząc je na komputerze przy okazji robiłem kilka innych rzeczy i dopiero późnym wieczorem zorientowałem się, że trzeba je na następny dzień skończyć smiley I skończyłem, wymyślając taki dziwny koniec smiley
zosia11 dnia 06/07/2010 14:41

"Było to jasne, że w ich nieobecności nie może rozmawiać o sprawach państwowych z arcykapłanem"
Chyba w ich obecności?
Opowiadanie... Dość dziwne. Końcówka faktycznie dziwna. Nie obraź się, ale sprawiła na mnie wrażenie, jakbyś nie wiedział, jak skończyć. A dokładniej: jakbyś pisał wypracowanie o określonej ilości słów i pod koniec się zorientował, że się rozpisałeś i walnął krótkie zakończenie. Ale to tylko moje wrażenie. Nie przejmuj się.
ponder dnia 30/06/2010 13:47

Końcówka troszkę za mało... końcówkowa smiley
Daję "bardzo dobre".
Darth Caedus dnia 29/06/2010 18:50

Ja ocenię na bardzo dobre. Zdania są poprawnie złożone, styl daję radę i (jak wspomniał Zbawiciel) jest sporo ciekawych opisów. Przyczepie się bardziej do fabuły. Jak na takie krótkie opowiadanie trochę zbyt dużo upchnąłeś nowości, a sama końcówka jest nieprzekonująca i bardzo słaba w porównaniu do reszty opowiadania.
Praktyka czyni mistrza, więc pisz więcej opowiadań
Będę Cię obserwował^^
Zbawiciel dnia 29/06/2010 18:12

Oceniłem na świetne - opowiadanko wciąga mimo, że jest krótkie, zdania poprawnie złożone, ze stylem wszystko gra, większość pracy stanowią świetne opisy - co nie jest łatwe tak naprawdę. Najczęściej zdarza się, że takie opowiadania pisane przez początkujących pisarzy to praktycznie same dialogi - a wtedy po prostu robi się kicz. Tutaj tego nie ma. Brawo. Imiona - łatwo zapadają w pamięć, nie jakieś skomplikowane ale też nie pospolite. Cóż mogę powiedzieć? Z chęcią przeczytam następne... smiley
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 33% [2 Głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 67% [4 Głosów]
Dobre Dobre 0% [Żadnych głosów]
Przeciętne Przeciętne 0% [Żadnych głosów]
Słabe Słabe 0% [Żadnych głosów]
statystyka